niedziela, 13 lipca 2014

Fińska wyprawka

Tak, wiem, miało być tu o Łucji, ale po prostu czasem muszę napisać coś innego. Wczoraj na głównej stronie gazety.pl umieszczono fotorelację z otwierania paczki, którą od państwa otrzymuje każdy fiński przyszły rodzic (albo jej pieniężną równowartość). Po obejrzeniu zdjęć długo nie mogłam wyjść z podziwu dla fińskiego państwa i jego pomysłu na wsparcie rodzin (a jest to jeden z elementów szerszego planu) i zaczęłam dumać nad pomocą okazywaną młodym rodzicom w Polsce. Na razie nie mam dużego doświadczenia w tej kwestii, większość mojej wiedzy czerpię więc z mediów i od rodzin już posiadających dzieci, ale wiem że nie jest różowo.

Pokrótce zbierając:
- jedyne gratisy jakie otrzymałam, to dwie torebki z reklamówkami i paroma drobiazgami na szkole rodzenia (nota bene, za którą musiałam zapłacić 400 zł), pieluszki za 100% frekwencję na zajęciach (coś mi ze szkoły zostało) i parasolkę przeciwsłoneczną za zwycięstwo w konkursie "które ćwiczenie zostało pominięte podczas dzisiejszej sesji". Ceną za te drobiazgi było podanie numeru telefonu (nie podałam) i adresu mailowego (podałam, ale na szczęście gmail filtruje maile i co mnie nie interesuje idzie do kosza, ale są i ciekawe propozycje - może o tym kiedyś napiszę)
- w związku z tym, że w moim szpitalu można było liczyć jedynie na znieczulenie w postaci gazu rozśmieszającego i masaż męża, wydałam dużo pieniędzy na to by rodzić w godnych (i nie przerażających mnie warunkach) - czytaj: mieć znieczulenie zewnątrzoponowe, bez proszenia (skończyło się i tak cesarką, bo Łucja nie chciała opuszczać brzucha)
- becikowe też nas ominęło, bo przekroczyliśmy próg dochodowy wypadający na członka rodziny (może gdybyśmy doliczyli psa byłoby ok?)
- żłobków finansowanych przez państwo (lub w ramach UE) w Wejherowie są dwa, ale do żadnego nie mam co nawet składać papierów, gdyż nie spełniam warunków - nie mieszkam na terenach zagrożonych wykluczeniem, nie jestem samotnym rodzicem, mamy za dużo pieniędzy, nie jesteśmy niepełnosprawni. Uważam, że faworyzacja jest ok, ale moim zdaniem państwo nie powinno osiadać na laurach, kiedy zadba tylko o te grupy. Podobnie będzie z przedszkolem (w Wejherowie jest tylko jedno miejskie)
- a na koniec mojej listy (póki co) wisienka na torcie - VAT 23% na wszystkie artykuły dla dzieci!

No dobrze, żeby nie okazało się, że jestem malkontentką, cieszę się, że obok mnie dobrze działa darmowy ośrodek zdrowia, mogę skorzystać z darmowych szczepionek (co prawda, tylko podstawowych). Doceniam też wydłużenie urlopów macierzyńskich/rodzicielskich, a jeszcze bardziej możliwość podzielenia się nim z drugim rodzicem (mamy taki plan, jesienią się okaże czy będzie to możliwe). I pewnie te urlopy, wg danych które niedawno czytałam, przyczyniły się do nieznacznego odbicia demograficznego. To też może tłumaczyć, dlaczego miałam problem ze znalezieniem ciuszków w rozmiarze 74 (Łucja nosi te na granicy 68-74). Na szczęście udało się i jak wróci pogoda, Łucja na mieście pojawi się w swojej nowej sukieneczce i chwaląc się swoimi dwoma ząbkami :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza