czwartek, 9 października 2014

Jesień, zmęczenie i książki (zaległe)

Prawie miesiąc upłynął od ostatniego wpisu (co przypomniał mi dzisiaj Facebook). Najpierw nie wiedziałam, co napisać - brakowało mi weny. Potem Dominik wciągnął się w projekt po godzinach, a ja zmęczona po całym dniu z Dziabągiem, nie miałam już siły pisać. A potem mi się nie chciało. Ale wreszcie się zabrałam i już jest kolejny wpis. Do poczytania, dla zainteresowanych moimi książkowymi zwierzeniami. A kto nie chce tego czytać, niech chociaż obejrzy galerię zdjęć, prezentującą najnowsze dokonania Łucji.

Zdjęcie zrobione w"biegu" - Łucja zamienia się w małą wyścigówkę
W poprzednim wpisie zapowiedziałam moją listę dziesięciu najważniejszych (no, mniej więcej) książek mojego życia, niekoniecznie arcydzieł literatury światowej. Z braku nowych wpisów na ten temat zakładam, że akcja w sieci raczej się skończyła, ale jak zawarłam to w tytule posta - lista książek jest zaległa, a z zaległości należy się rozliczać. Tak też, po kolei:

1. O psie, który jeździł koleją (Roman Pisarski) - pierwsza książka, która wstrząsnęła mnie do głębi - do dziś pamiętam moment, w którym skończyła czytać książkę, gdzie siedziałam i jak bardzo leciały mi łzy. Nieprawdopodobna historia psa, po przeczytaniu której moje życie już nigdy nie było takie samo (i dlatego zawsze jest w nim pies, nawet tak durny jak Syriusz)
2. Ania z Zielonego Wzgórza  i dalsze części cyklu (L.M. Montgomery) - książkę przeczytałam w czwartej klasie - została "zadana" przez moją ówczesną drużynową, jako podstawa fabuły zimowiska. Mimo, że byłam najmłodsza w drużynie, jako jedyna przeczytałam nie tylko pierwszą część, ale właśnie zaczytywałam się w trzeciej - "Ani na Uniwersytecie". Można się spierać, czy książka ma wydźwięk feministyczny czy wręcz przeciwnie, ale to tam po raz pierwszy zetknęłam się super zdolną kobietą, która wiedziała, że chce się uczyć (i pokonywała w nauce chłopaka). Poza tym, w jednej z części cyklu przeczytałam po raz pierwszy o tym, jaka straszna była Wielka Wojna - jeden z synów bohaterki, zaciąga się na ochotnika do kanadyjskiego korpusu i wyrusza do Europy na rzeź.

Dziabąg bawi się z koleżanką w lustrze :)
3. Kamienie na szaniec (A. Kamiński) - kolejna harcerska książka. Nie pamiętam, czy i jak przerabiana była w szkole, ale świetnie pamiętam zbiórki inspirowane powieścią. Nie jest to majstersztyk literacki, jednakże losy Rudego, Zośki i Alka bardzo długo wpływały na moje wyobrażenie o wojnie, państwie podziemnym, a nawet Warszawie. Obecnie jestem nieco bardziej krytyczna i nawet kontrowersje wobec ekranizacji czy dyskusji o orientacji seksualnej bohaterów, nie robią na mnie wrażenia.
4. Mistrz i Małgorzata (Bułhakow) - jedna z niewielu książek, które przeczytałam wielokrotnie. Powieść wszechczasów. Historia niemocy pisarskiej, bólów głowy Poncjusza Piłata, wizyty Wolanda w Moskwie niedługo po rewolucji październikowej i dziwnych zachowań jego trupy, w tym dziwnego ni to kota, ni to demona - Behemota. Mam nawet jego "wizualizację" - prezent, jaki dostałam w czasach zachwytów nad książką. Stoi wysoko, tak by małe łapki mojej małej niszczycielki, go nie dopadły.
Takie tam selfie :)
5. Diuna (F. Herbert) - książka, stanowiąca początek cyklu książek dziejących się na Arrakis/Diunie. Walka o przeżycie i władzę, fanatyczny kult zdolny przeorać świat, do tego miłość. No i litania przeciw strachowi Bene Gesserit, która przydała mi się w wielu stresujących sytuacjach:
    Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
    Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
    Stawię mu czoło.
    Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
    A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
    Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
    Jestem tylko ja. 
6. Początek (A. Szczypiorski) - ostatnia lektura, którą przerabialiśmy w szkole średniej. Historia Polski od II W. Ś. w pigułce. Różne postawy bohaterów - dobrych Niemców, denuncjujących Polaków, Żydów wypierających się swojego dziedzictwa i włączających się w nagonkę 68 roku uświadomiły mi, że nic w historii nie jest dokładnie czarno-białe. Jedna z tych książek, które nauczyły mnie myśleć krytycznie.
Pierwszy wafelek
7. Blaszany bębenek (G. Grass) - dla tych, którzy nie wiedzą (a lubię się tym chwalić), wychowałam się na tym samym podwórku, na którym (zapewne) przed II w.ś. biegał młody Gunter Grass. W książce opisuje najlepiej znane mi miejsca. Spędziłam wiele godzin szukając nieistniejących już przejść (np. z Placu Wybickiego do Kilińskiego), sprawdzając co się zmieniło, które miejsca zostały wymyślone, a także czytając tą (i inne książki) razem z Oskarkiem na jego ławeczce.
8. Pomniejsze bóstwa (T. Pretchett) - książka z uniwersum Świata Dysku, dziejąca się nieco na uboczu od główneg nurtu i Ankh-Morpokh. Świetna analiza ewolucji religii i instytucji, które tworzy. Socjologia religii w bardziej przystępnej formie od podanej przez Emila Durkhaima ;)

"Już się najadłam i nie będę siedzieć na foteliku" :)
9. Kocia kołyska (K. Vonnegut) - moja ulubiona powieść tego pisarza. Wariacja na projekt Manhattan, Kryzys kubański, Zimną wojnę. Nigdzie indziej nie znalazłam opisu końca świata zawartego w kilku zdaniach. No i obowiązkowo "dwousobowe państwo" - lejtmotyw chyba wszystkich książek Vonneguta
10. Igrzyska śmierci (S. Collins) - cóż, powieści dla młodzieży też mogą być dobre. Historia przeciętnej dziewczyny żyjącej w antyutopii, jej poświęcenia, przerażających igrzysk na śmierć i życie, przypadkowej rebelii, i stania się jej przypadkowym symbolem, uprzedmiotowionym przez bardziej doświadczonych życiowo graczy.
Łucja na razie namiętnie oddaje się jedynie lekturze "Zwierzaczków przyjaciół szczeniaczka"
Po ułożeniu listy przyszło mi do głowy jeszcze parę książek (m.in Sto lat samotności Marqueza, Dzienniki Gwiazdowe Lema, Rok 84 Orwella), ale stwierdziłam, że nie będę zmieniać swej listy. Od miesiąca proszę też Dominika, by stworzył swoją, ale jakoś mu to nie wychodzi. Łucja na razie ma na swojej jedną pozycję :)

Na dzisiaj tyle. Jeśli ktoś tu jeszcze jest i ew. czeka na kolejny, bardziej związany z tematyką bloga wpis, obiecuję napisać go jak najszybciej się da. Oczywiście, jak Dziabąg pozwoli.

Łucja robi papa, do zobaczenia przy okazji kolejnego wpisu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza