piątek, 1 sierpnia 2014

Nocne obawy

Zanim urodziła się Łucja, nie zdawałam sobie sprawy, jak szybko można zasypiać od położenia głowy na poduszkę. Zawsze kręciłam się, podsumowywałam dzień, planowałam kolejny i dopiero zmęczona tymi czynnościami zasypiałam. Teraz ledwie Łucja zaśnie, ja śpię chwilę po niej. 

Niestety, zmęczenie jest powodem, dla którego moja solenna obietnica, by pisać częściej jest nierealizowana. Najlepiej myśli mi się późno wieczorem, ale po dniu z Dziabągiem, wychodzi na to że nie myślę wcale. Na szczęście Dominik ma teraz dwa tygodnie urlopu, więc pewnie napiszę nieco więcej. 

I właśnie o spaniu jest dzisiejsza notka. Łucja bardzo szybko nauczyła się przesypiać całe noce. Najpierw budziła się na jedno karmienie w okolicach 3, potem powoli przesuwała się godzina, by ustabilizować się mniej więcej w okolicach 7. Kupiliśmy monitor oddechu, urządzenie dzięki któremu wykorzystywaliśmy każdą noc na spokojny sen - gdyby Łucji coś się działo, poinformowałby nas głośnym pikaniem. No i ostatnio, wszystko to wzięło łeb, bowiem Łucja odkryła, że spać można nie tylko na plecach. Kilka dni temu obudził mnie głośnym, przenikliwym piknięciem ów monitor. Naprawdę, nic innego w nocy nie stawia człowieka na równe nogi, jak właśnie to urządzenie. Okazało się, że Łucja śpi w najlepsze, oddycha równiutko, ale położyła się w poprzek łóżeczka, pomiędzy zasięgiem dwóch płytek, wywołując niepotrzebny alarm. Przełożona na właściwe miejsce, przeturlała się w "martwą strefę" jeszcze raz tej samej nocy. Kolejnego dnia, przesunęliśmy płytki tak, by nie tworzyć dziury i by Łucja więcej nie wywoływała bezsensownych nocnych alarmów.

Niestety, to załatwiło tylko część sprawy. Łucka turla się więc każdej nocy w bezpiecznej strefie, ale ja mimo włączonego urządzenia, nie potrafię spać, gdy widzę, jak przekłada się na brzuch. Wiem, że gdyby coś się działo, to mnie poinformuje głośno i wyraźnie, ale podświadomie wolę do tego nie doprowadzać. Praktycznie każdej nocy czuwam minimum godzinę (na ogół między 3 a 5) i jak tylko mała przekręci się niebezpiecznie na brzuszek, odwracam ją na plecy. A potrafi się to w tym czasie powtórzyć kilka razy (Łucja zapowiada się na nieodrodną córeczkę Tatusia, on też śpi tylko na brzuchu, twarzą praktycznie w materacu). Kamila twierdzi, że panikuję bez sensu, ale nie potrafię inaczej. Już chyba wolę zasypiać kolejnego dnia jak kamień i nic nie napisać, po męczącym dniu i poprzedzającej go nocy, niż coś przegapić i zostać obudzona okropnym dźwiękiem monitora oddechu, zapowiadającego niebezpieczeństwo. 

Dzisiaj wyjątkowo opóźniam porę położenia się do łóżka, bo boję się kolejnych harców mojej córeczki. Mam nadzieję, że niedługo jej sen się ustabilizuje i znów będę mogła spać bez przerwy, przynajmniej większość nocy.

I jak zwykle, na koniec czas na pochwalenie się nowymi umiejętnościami Dziabąga. Potrafi już sama siedzieć (posadzona), z pleców podnosi się do pozycji bliskiej samodzielnemu siedzeniu. Do tego wczoraj wieczorem odkryła, że leżąc na brzusku, podparta na rękach, może unieść pupę i wytrzymać w tej pozycji kilka chwil. Idzie to bardzo szybko, za tydzień pewnie powoli zacznie raczkować. Czas na przegląd mieszkania. Ale pewnie o tym napiszę innym razem.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza